piątek, 4 października 2019

Postawy rodzicielskie a funkcjonowanie społeczne dzieci 

- artykuł ze str. http://fajnyludzik.blogspot.com/2014/07/blog-post_7633.html


POSTAWY RODZICIELSKIE A FUNKCJONOWANIE DZIECI
ARTYKUŁ UMIESZCZONY W KWARTALNIKU
"ANTIDOTUM - PROLIKATYKA, WYCHOWANIE, ZDROWIE"  NR 27                           
 
                                                                 (PROFILAKTYKA)

 
Agnieszka Chudzik

POSTAWY RODZICIELSKIE A FUNKCJONOWANIE DZIECI

Wychowanie dziecka w XXI wieku nie jest rzeczą łatwą. W otoczeniu różnorodnych form spędzania czasu takich jak: TV, Internet trudno dzisiaj pokazać dzieciom jak ważna jest wartość rodziny. Niektórzy z nas, chcąc wychować dziecko na wartościowego i przedsiębiorczego człowieka, stosują wiele nowoczesnych metod wychowania oraz form oddziaływań. Odwołując się często do programów psychoedukacyjnych, książek czy też porad specjalistów. Często jednak nie zwracamy uwagi na samych siebie. Na to, że to głównie my poprzez nasze zachowanie, oddziaływanie, a przede wszystkim poprzez nasze postawy rodzicielskie, kształtujemy osobowość naszego dziecka. Postawy jakie przyjmujemy, a często jakie przejęliśmy od naszych rodziców, są bardzo różne. Jedne korzystnie wpływają na rozwój i funkcjonowanie naszego dziecka, drugie zaś niekorzystnie.

Każdy z nas chce dla swojego dziecka jak najlepiej. Dlatego wychowując go powinniśmy spojrzeć na nas samych przez pryzmat naszych doświadczeń i zastanowić się nad tym, co dzięki moim postawom chcę względem dziecka osiągnąć. Postawy, jakie przyjmujmy względem swojego dziecka, wpływają bowiem na, nie tylko, jego funkcjonowanie, ale przede wszystkim na całe jego późniejsze życie.

Rodzina, jak również życie rodzinne ulega ciągłym zmianom. Zmieniają się modele wychowawcze, sposoby spędzania czasu wolnego oraz sposoby wychowywania dzieci. Zmieniają się także postawy rodzicielskie.

Powszechnie wiadomo, a przynajmniej przypuszcza się, że prawidłowe postawy rodzicielskie takie jak: postawa współdziałania, rozumnej swobody, akceptacji czy też uznania praw dziecka, o których pisze M. Ziemska, wpływają korzystnie na rozwój i funkcjonowanie dziecka. Nieprawidłowe zaś, takie jak nadmiernie ochraniająca, odtrącająca, unikająca oraz nadmiernie wymagająca, są źródłem wielu problemów emocjonalnych dziecka. (M. Ziemska. Postawy rodzicielskie. Warszawa, 1969). Często są również przyczyną licznych zaburzeń behawioralnych. Jednakże czy rzeczywiście tak jest? Czy nieprawidłowe postawy wpływają niekorzystnie na rozwój dziecka i najważniejsze, w ogóle jak funkcjonują takie dzieci przy nieprawidłowych postawach swoich rodziców ?

POSTAWY RODZICIELSKIE A FUNKCJONOWANIE DZIECI

Przeprowadzone przeze mnie badania, w których udział wzięło 20 rodziców i ich 3-4 letnie dzieci pokazały, że wpływ postaw rodzicielskich na funkcjonowanie dzieci może być bardzo różny. Czasem, nawet sprzeczny z powszechnie przyjętymi opiniami oraz standardami, które przyjmuje się dla określonej typologii postaw. W prezentowanych przeze mnie badaniach ujawniły się bowiem cechy funkcjonowania dzieci, które są specyficzne, a których przyczyny często są nieznane nauczycielom. Tym nie mniej jednak, diagnoza funkcjonowania tychże dzieci oraz zrozumienie strategii obronnych, jakie one przyjmują, może pomóc nauczycielom oraz pedagogom w pracy z nimi.

W dzisiejszych czasach większość rodziców cechuje się postawami nieprawidłowymi (w tym  umiarkowanymi, zaliczanymi przez M. Ziemską do nieprawidłowych). U matek taki stan zdiagnozowano u 55% przypadków, u ojców z kolei u ok. 68%.

Ma to swoje bezpośrednie przełożenie na funkcjonowanie społeczne dzieci tychże rodziców. Przy nieprawidłowych postawach rodziców dzieci funkcjonują na poziomie średnim, a w niektórych przypadkach nawet wysokim, co oznacza, że bardzo dobrze radzą sobie one wśród rówieśników oraz z różnymi sytuacjami problemowymi. Zjawisko to widocznie jest zwłaszcza przy postawie nadmiernie wymagającej, unikającej oraz nadmiernie ochraniającej, gdzie 50% dzieci funkcjonuje na poziomie średnim, a drugie tyle na poziomie wysokim.

Szczególnie zaskakujące są wyniki funkcjonowania dzieci, jakie uzyskano przy postawie nadmiernie odtrącającej u matek. Przy tej postawie bowiem, aż 66,7% dzieci uzyskało wysoki poziom funkcjonowania społecznego.

Obserwacja tychże dzieci dowiodła, że są one samodzielne, aktywne oraz przyjaźnie traktujące inne dzieci. Wykazują one chęć niesienia pomocy oraz uczestniczenia w zabawach. Jest to o tyle interesujące, że niektóre z tych dzieci są adoptowane lub tzw. „niechciane”, bądź też posiadają trudną sytuację rodzinną. Zjawisko to jest dość zaskakujące biorąc pod uwagę nieprawidłowe postawy jakimi cechowali się rodzice.

Analizując to zjawisko można by się zastanawiać: dlaczego pomimo nieprawidłowych postaw rodziców dzieci funkcjonują tak dobrz? Przyczyn prawdopodobnie znaleźlibyśmy wiele. Aczkolwiek jedna z głównych przyczyn prawidłowego funkcjonowania badanych dzieci leży u podstaw wykształconych przez nich w toku rozwoju strategii obronnych. Są nimi najogólniej mówiąc role, jakie pełnią one w rodzinach. Przede wszystkim są to role bohatera rodzinnego. Co prawda występują one głównie w rodzinach alkoholowych. Aczkolwiek mogą one być obecne w każdej rodzinie, gdzie potrzeby dziecka nie są zaspokojone, bądź też dziecko nie czuje się w pełni akceptowane.

Badane dzieci są tego przykładem. Funkcjonują one bardzo dobrze czyli: są chętne do pomocy, aktywne, przyjmują na siebie wręcz pewną odpowiedzialność za słabszą koleżankę czy też kolegę, a także przestrzegają ustalonych norm i zasad.

FUNKCJONOWANIE BOHATERA RODZINNEGO

Bohater rodziny to dziecko przytłoczone nadmierną odpowiedzialnością. To dziecko samodzielne, ambitne, nie sprawiające kłopotów wychowawczych. Przykładem takiego bohatera jest dziecko, u którego matka cechowała się tylko i wyłącznie postawami nieprawidłowymi. Postawy te, jak dowiodły wyniki obserwacji oraz ankiety, przyniosły odwrotny, a jednocześnie spodziewany skutek dla funkcjonowania społecznego tego dziecka. Dziecko uzyskało wysoki poziom funkcjonowania. Wyraził się on głównie w postaci samodzielności, chęci brania na siebie odpowiedzialności za kogoś, przyjaznym traktowaniu dzieci czy też chęci niesienia pomocy oraz przebywania w grupie. W przypadku tym nie wykazano żadnych zaburzeń w rozwoju i funkcjonowaniu społecznym, a co istotne, dziecko to jest postrzegane jako bardzo dobrze funkcjonujące na tle grupy. Pełni ono bowiem właśnie rolę bohatera rodzinnego, którego typową cechą charakterystyczną jest nadmiernie rozwinięte poczucie odpowiedzialności za kogoś, stanowcze przestrzeganie reguł oraz perfekcjonizm.

Dzieje się tak, gdyż dzieci pełniące rolę bohaterów rodzinnych sprawiają wrażenie bardzo dobrze radzących sobie w różnych sytuacjach oraz cieszących się dużą popularnością. Niejednokrotnie są to dzieci odpowiedzialne za rodzinę, przejmujące role i zadania swoich rodziców. Przytłoczone są obowiązkami, lękiem, że nie sprostają wymaganiom rodziny oraz poczuciem winy. Poprzez wzorowe wypełnianie zadań i oczekiwań innych pracują one na swoją akceptację. Dzięki temu pomimo nieprawidłowych postaw swoich rodziców są one postrzegane jako osoby bardzo dobrze funkcjonujące i nie sprawiające problemów.

Analizując powyższy przypadek, jak również inne przypadki, należy zwrócić uwagę na to, że prawidłowe funkcjonowanie tychże dzieci tak naprawdę wcale nie jest dla nich takie korzystne. Powodem tego są wspomniane mechanizmy obronne, które rozwijane w toku rozwoju z czasem stają się źródłem zaburzeń osobowości, autoagresji oraz przyczyną chorób na tle somatycznym. Prezentowane przez dzieci cechy bohatera rodzinnego są częstą przyczyną wytworzenia się u nich mechanizmów obronnych, dzięki którym mogą one na pozór dobrze funkcjonować. Mowa tutaj o cechach takich jak:

·        Perfekcyjność, która może skutkować w przyszłości obsesyjno – kompulsywnym zaburzeniem osobowości, ujawniającej się pod postacią przesady w kwestiach porządku czy też kontroli wewnętrznej oraz interpersonalnej.

·        Przyjmowanie ról i zadań swoich rodziców, a co za tym idzie nadmierne obciążenie obowiązkami, w skutek których dziecku zostaje odebrane dzieciństwo, również powoduje ujemne skutki dla jego zdrowia. Przyczynia się bowiem do braku czerpania radości z dzieciństwa, w wyniku którego w przyszłości dziecko takie może zachorować na depresję czy też choroby somatyczne.

·        Przymusowe spełnianie oczekiwań innych skutkuje nadmiernym przejmowaniem się opiniami innych, brakiem asertywności, depresją czy też lękiem przed brakiem akceptacji i zrozumienia.

·        Trudności w spontanicznej zabawie skutkują trudnością nawiązywania relacji z ludźmi w szkole, a w przyszłości w pracy.

Wspomniane cechy wywołują u dziecka mechanizmy obronne, dzięki którym radzi ono sobie ze swoją sytuacją życiową. W przypadku bohatera rodzinnego występującym mechanizmem obronnym jest mechanizm wyparcia, polegający na wypieraniu i zapominaniu złych zdarzeń oraz sytuacji z życia dziecka. Daje ono bowiem dziecku poczucie „siły” do tego, by móc dobrze funkcjonować. Narastanie z kolei przykrych sytuacji oraz funkcjonowanie w takim systemie nawarstwia pojawiającą się złość oraz frustrację dziecka, ujawniającą się w przyszłości właśnie pod postacią zaburzeń takich jak: depresja, choroby somatyczne, nerwice czy też lęki. Licznymi konsekwencjami funkcjonowania w roli bohatera rodzinnego są także wspomniane już trudności w nawiązywaniu relacji z ludźmi, wyrażaniu swoich uczuć oraz złości, co w istocie stanowi poważny problem, wpływający na pracę oraz życie osobiste takiej osoby w przyszłości.

POMOC DZIECKU PEŁNIĄCEMU  ROLĘ BOHATERA

Diagnozowanie dziecka pełniącego rolę bohatera jest ważnym punktem wyjścia w celu niesienia pomocy, ukierunkowanej na zmiany w rozwoju osobowości oraz funkcjonowaniu. Pomoc tą nauczyciel może rozpocząć od zmiany komunikacji i relacji z dzieckiem oraz sposobu postępowania z nim. W związku z tym, że bohaterzy rodzinni to osoby nadmiernie obciążane odpowiedzialnością oraz różnymi obowiązkami, warto im dać prawo do odpoczynku, do tego by byli dziećmi - by poczuli się dziećmi. Istotne jest także danie dziecku prawa do tego, że może się mylić, że nie musi być idealne. Dzięki temu można przynajmniej w pewnym stopniu odciążyć go od poczucia winy, jakie w sobie nosi. Nie bez znaczenia jest także danie wsparcia emocjonalnego w postaci np.: pobycia z nim, gdy doświadcza niepowodzeń, pomocy w podejmowaniu przez niego ważnych decyzji czy też radosnym przeżywaniu z nim tego, co osiągnęło.

W pracy z bohaterami rodzinnymi duże znaczenie odgrywa również danie prawa do gniewu. Bohater rodzinny to dziecko, które czuje gniew nieświadomie, ale go czuje. Jest on skierowany przede wszystkim na rodziców za niespełnianie jego potrzeb, odebranie dzieciństwa oraz na inne osoby, z którymi ma ono do czynienia, a które nie zaspokoiły jego potrzeb.

KONSEKWENCJE NIEPRAWIDŁOWYCH POSTAW

Sumując powyższe wyniki badań można by przypuszczać, że nieprawidłowe postawy, w tym umiarkowane, w odniesieniu do dzisiejszej rzeczywistości, kiedy wymagania społeczeństwa stają się coraz większe, kiedy rodzicom brakuje czasu, nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla dzieci, a także kiedy istnieje przekonanie, że trzeba być twardym, samodzielnym, a czasem nawet bezwzględnym, co w pełni prezentuje telewizja i Internet, to postawy umiarkowane oraz nieprawidłowe mogą przyczynić się do ukształtowania w dziecku korzystnych zachowań społecznych takich jak: samodzielność czy też umiejętność przestrzegania zasad. Niestety w rzeczywistości ma to ogromny wpływ na rzeczywistą postawę dziecka oraz jego osobowość. Być może na etapie rozwoju dziecka 3-4 letniego wydaje się, że nie ma ono żadnych problemów i funkcjonuje ono bardzo dobrze, ale w przyszłości, pełniąc przez całe swoje życie rolę bohatera, który rozwija strategie obronne, dzięki którym pozornie radzi sobie z sytuacją, nie będzie ono w przyszłości potrafiło zadbać o siebie. W życiu dorosłym doświadczy wielu chorób somatycznych, może stać się pracoholikiem, wykazywać nerwicę lękową, a także będzie miało trudności z nawiązaniem bliższych relacji z ludźmi.

Wyniki niniejszych badań pokazały, że pomimo nieprawidłowych postaw rodzicielskich, dzieci funkcjonują bardzo dobrze. Należy jednak podkreślić, że dzieci te pełnią rolę bohaterów rodzinnych, których skutki funkcjonowania społecznego oraz emocjonalnego na tym etapie rozwoju nie są tak bardzo widoczne. Z pewnością będzie można je zobaczyć dopiero za kilka lat. Tym nie mniej jednak, im wcześniej zdiagnozujemy takie dzieci, tym szybciej będziemy mogli z nimi pracować w kierunku uwolnienia ich od obciążeń, jakie narzuciło im życie oraz dania prawa do szczęśliwego dzieciństwa.   

*     *     *

Artykuł opracowano na podstawie badań własnych na terenie miasta Rybnika 

czwartek, 19 września 2019

Bajka o ciepłym i puchatym

Bajka o Ciepłym i Puchatym

Dawno, dawno temu było sobie pewne miasto, którego wszyscy mieszkańcy żyli ze sobą w pełnej zgodzie, byli zdrowi i szczęśliwi. Tkwił w tym pewien sekret. Otóż każdy z nowo narodzonych mieszkańców miasta dostawał woreczek z Ciepłym i Puchatym, które miało to do siebie, że im więcej rozdawało się go innym, tym więcej przybywało. Dlatego wszyscy swobodnie obdarowywali się nawzajem Ciepłym i Puchatym wiedząc, że nigdy go nie zabraknie. 
Matki dawały Ciepłe i Puchate dzieciom, kiedy wracały do domu. Mężowie i żony wręczali je sobie na powitanie, po powrocie z pracy, przed snem. Nauczyciele rozdawali w szkole, sąsiedzi na ulicy i w sklepie, znajomi przy każdym spotkaniu. Nawet groźny szef w pracy nierzadko sięgał do swojego woreczka z Ciepłym i Puchatym. Nikt tam nie chorował i nie umierał, a szczęście i radość mieszkały we wszystkich domach. Pewnego dnia do miasta sprowadziła się zła czarownica, która żyła ze sprzedawania ludziom leków i zaklęć przeciw różnym chorobom i nieszczęściom. Szybko zrozumiała, że nic tu nie zarobi, więc postanowiła działać. Poszła do pewnej młodej kobiety i w największej tajemnicy powiedziała jej, żeby nie szafowała zbytnio swoim Ciepłym i Puchatym, bo w końcu jego zapas się wyczerpie, i żeby uprzedziła o tym swoich bliskich. Kobieta schowała swój woreczek głęboko na dno szafy i do tego samego namówiła męża i dzieci. Stopniowo wiadomość rozeszła się po całym mieście, ludzie poukrywali Ciepłe i Puchate, gdzie tylko kto mógł. Wkrótce w miasteczku zaczęły się szerzyć choroby i nieszczęścia, coraz więcej ludzi zaczęło umierać. Czarownica z początku cieszyła się bardzo: drzwi jej domu na dalekim przedmieściu nie zamykały się. Lecz wkrótce wyszło na jaw, że jej specyfiki nie pomagają i ludzie przychodzili coraz rzadziej.
Zaczęła więc sprzedawać Zimne i Kolczaste, co trochę pomagało, bo przecież był to – wprawdzie nie najlepszy – ale zawsze jakiś towar. Ludzie już nie umierali tak szybko, jednak ich życie toczyło się wśród chorób i nieszczęść.
I byłoby tak może do dziś, gdyby do miasta nie przyjechała pewna kobieta nie znająca argumentów czarownicy. Zgodnie ze swoimi potrzebami zaczęła całymi garściami obdzielać Ciepłym i Puchatym dzieci i sąsiadów.
Z początku ludzie dziwili się i nawet nie bardzo chcieli brać – bali się, że będą musieli oddawać. Ale kto by tam upilnował dzieci! Brały, cieszyły się, powyciągały z różnych schowków swoje zapomniane woreczki i znów jak dawniej zaczęły rozdawać. Jeszcze nie wiadomo, jak skończy się ta bajka. Co będzie dalej – zależy od Ciebie… 

Piosenka - złość - Fenek




Kiedy czuję złość - co mogę zrobić - tablica propozycji


Kwiat emocji


Jesienne emocje - Grzybki



Strach

Jak pewna Ania mała ze strachem rozmawiała :-)
Dzisiaj opowiem Wam jak Ania rozmawiała ze strachem.
A było to tak:
Wszystkie dzieci z klasy jeździły na basen. Któregoś dnia pan prowadzący zajęcia powiedział:
- Kto chce, może zjechać z dużej zjeżdżalni.
Jak się pewnie domyślacie, niektóre dzieci bardzo się z tego ucieszyły, ale były też i takie, które wolały zostać na dole, bo zjeżdżalnia była naprawdę duża - wyglądała jak zakręcona rura, a dwa zakręty znajdowały się na zewnątrz budynku.
Ania stanęła razem z dziećmi, które chciały zjechać ze zjeżdżalni. Nagle poczuła dziwny ścisk w żołądku. Skupiła się na nim i usłyszała cieniutki głosik:
- Czy jesteś pewna, że chcesz zjechać z tej wielkiej i niebezpiecznej zjeżdżalni?! Bo ja się jej boję i nie chcę tam iść! Przecież wiesz, że dla mnie ważne jest bezpieczeństwo!
To był Supełek - strach.
Ania wielokrotnie z nim rozmawiała, więc wiedziała, że najgorsza rzecz, jaką mogłaby powiedzieć w tej sytuacji, to:
- Spokojnie, nie bój się...
Przekonała się, że kiedy właśnie w ten sposób mówi do Supełka, on zamiast bać się mniej, zaczyna bać się więcej, i co gorsza - przestaje słuchać tego, co Ania ma do powiedzenia. Mama Ani powiedziała jej kiedyś, że to mózg robi takie psikusy - powiedzcie komuś, żeby nie myślał o lodach waniliowych, a on właśnie o tym pomyśli....
W przypadku Supełka było jeszcze tak, że lubił wyobrażać sobie historie, które w rzeczywistości się nie wydarzały. Na przykład dzień sportu w szkole - Ania pamiętała, jak Supełek bał się, że będą musieli biegać, a on bardzo tego nie lubił. No i tak się okropnie bał i denerwował, że aż Ania się z tego wszystkiego rozpłakała. Potem się okazało, że biegały tylko te dzieci, które chciały, a Ania skakała w dal i bardzo jej się to podobało. Tak więc wyobrażenia Supełka się nie spełniły i cały płacz okazał się niepotrzebny.
Mama Ani powiedziała jej wtedy, że strach jest w gruncie rzeczy naszym przyjacielem, ponieważ informuje o tym, że być może zbliża się jakieś niebezpieczeństwo. I jeżeli Supełek przyjdzie do Ani znowu z jakąś sprawą, to najpierw trzeba sprawdzić, czy rzeczywiście jest się czego bać.
Dlatego dziewczynka cicho go zapytała:
- Czego właściwie się boisz, kochany Supełku?
- No jak to czego?! Nie widzisz, jakie te schody wysokie? Pomyśl sobie tylko - możesz się poślizgnąć i spaść, albo może Ci się zakręcić w głowie, albo może zrobi Ci się niedobrze i zwymiotujesz. A jeśli nawet nic Ci się po drodze nie stanie, to czy wyobrażasz sobie, jakie to jest straszne, kiedy się siada tam na górze i potem jedziesz w tej strasznej rurze... I... i....i wcale nie widzisz gdzie jedziesz, a jak po drodze będzie dziura?! Albo jak się o coś zahaczysz?! A przecież szybko będziesz
- Pozekaj chwileczkę, Supełku. Powiedz mi, czy to wszystko o czym powiedziałeś dzieje się naprawdę, czy to Twoja wyobraźnia?
Przez chwilę panowała cisza, aż w końcu Supełek odpowiedział, ociągając się trochę:
- No jak się nad tym trochę zastanowię, to muszę przyznać, że to moja wyobraźnia....
- Tak właśnie myślałam. A czy zauważyłeś, jak reagują dzieci, które zjechały z tej zjeżdżalni?
- Hmmm.. O ile dobrze widzę, to wpadają do wody z krzykiem. Może coś im się stało po drodze?! Mówiłem, że to niebezpieczne!... Nie idźmy tam!
- Chwileczkę, Supełku. Mówisz, że dzieci krzyczą. Ale czy one wyglądają jakby cierpiały? Przyjrzyj się dokładnie...
- Hmmm.. No dobrze, widzę, że się śmieją - niechętnie przyznał Supełek - ale... ale może są w szoku!
- Tak uważasz? Przyjrzyj się jeszcze raz - czy to szok, czy raczej radość?
- Hmmm... Może masz rację, może to nie szok...
- To może umówmy się tak, że ja teraz dwa razy głęboko odetchnę, wejdziemy razem na górę i zjedziemy z tej zjeżdżalni. I dopiero wtedy będziemy mogli powiedzieć, jakie to zjeżdżanie jest. Wesołe czy straszne, przyjemne czy nieprzyjemne - dobrze?
- Niech będzie.... - zgodził się niechętnie Supełek, chociaż tak naprawdę w głębi duszy marzył o tym, żeby zostać dokładnie w tym miejscu, w którym Ania stała. Tu przynajmniej było bezpiecznie...
Tymczasem Ania usiadła na górze zjeżdżalni, odepchnęła się rękami i zjechała, pokonując po drodze kilka zakrętów. Wpadła z pluskiem do wody i dopiero wychodząc z basenu przypomniała sobie o Supełku... Czy on tam jeszcze jest? Zamiast ścisku w żołądku Ania czuła teraz przyjemne łaskotanie. To była Rolka - radość. Podskakiwała wesoło, śmiała się i klaskając w dłonie pokrzykiwała:
- Świętujemy!

https://rodzicesawazni.blogspot.com/2017/04/jak-pewna-ania-maa-ze-strachem-rozmawiaa.html



Jak pewna Ania emocjami się opiekowała - opowiadanie

Jak pewna Ania mała emocjami się opiekowała :-)
Dzisiaj opowiem Wam o pewnej dziewczynce.
Powiedzmy, że ma na imię Ania. Niedawno skończyła 8 lat. Chodzi do szkoły i bardzo lubi swoje koleżanki. Czasami zdarzają się między nimi małe nieporozumienia, ale sami wiecie jak to jest – ktoś coś źle zrozumie i sprzeczka gotowa. Albo ktoś czegoś bardzo chce, ale tego nie dostaje i robi się zły..
Ania ma też koleżankę, która mieszka blisko niej. Dziewczynki spotykają się w weekendy, ale kiedy przychodzi pora rozstania, Ania czasami się denerwuje, bo zdarza się, że ta pora wypada akurat w samym środku zabawy. Pewnego razu właśnie tak się stało i Ania się zdenerwowała. Poszła do swojego pokoju i nie chciała z nikim rozmawiać.
Zauważyła to Mama (mamy zauważają takie rzeczy, nawet kiedy są bardzo zajęte ;-)).
Weszła do pokoju Ani i powiedziała:
- Coś mi się wydaje, że jesteś zdenerowana. Mam rację?
- Mhm – powiedziała Ania, nie patrząc na Mamę
Mama popatrzyła jak Ania chowa zabawki i zgarnia klocki do pudełka..
- Czy chciałabyś, żebym podzieliła się z Tobą moim sposobem na zdenerwowanie?
- Mhm - powiedziała Ania, spoglądając tym razem na Mamę przez chwilę.
Mama zaczęła mówić:
- Wiesz…. Ja nauczyłam się rozumieć złość.. Ona przychodzi na przykład wtedy, kiedy bardzo czegoś chcesz, ale tego nie dostajesz… Mam wrażenie, że teraz jest właśnie taka sytuacja..
Cisza.
- Jeśli chcesz, opowiem Ci trochę o emocjach. Usiądziemy sobie na Twoim łóżku i porozmawiamy, dobrze?
Ania bez słowa usiadła na łóżku i przytuliła się do Mamy.
Mama zastanowiła się chwilę nad czymś i zaczęła opowiadać:
- Wyobraź sobie, że emocje to takie małe dzieci, które mieszkają w Tobie i czasami przychodzą, żeby Cię o czymś poinformować. Na pewno o nich słyszałaś – jest złość, smutek, radość, strach….
Weźmy na przykład taką złość. Wyobraź sobie, że to taka malutka dziewczynka, która przybiega i krzyczy: nie chcę tego! Albo: kategorycznie się na to nie zgadzam! I płacze przy tym, a może tupie nogami…
A na przykład taki smutek chodzi ciągle zasmarkany i ma łezki w oczach… Albo strach…. Ciekawa jestem jak on wygląda. Jak myślisz?
Cisza, cisza.. aż wreszcie:
- Mamusiu… a gdzie właściwie mieszkają te emocje?
- Hmmm..  Zastanówmy się… Może jest jakieś miejsce w Twoim ciele, w którym je odczuwasz? – zapytała Mama
- Myślę, że one mieszkają w brzuchu. To są naprawdę malutkie dzieci, mają swoje pokoiki i małe łóżeczka i ja będę się nimi opiekować.
- To świetnie, w takim razie opowiedz mi o nich. Jak wyglądają, a może mają swoje imiona?
- Tak – ożywiła się Ania – złość to dziewczynka i ma na imię Zizi. Strach to chłopiec i ma na imię Supełek. Radość niech będzie Rolką, a smutek to Łezka.
- Bardzo mi się podobają te imiona – powiedziała Mama - A co robią teraz te maluszki?
Ania chwilę się zastanowiła…
- Wiesz mamusiu, one chyba poszły spać.. Chociaż nie, smutek jeszcze nie śpi..
- Tak? A czemu on nie śpi? Zapytaj go, czego potrzebuje
- On się martwi, bo mam jutro przeczytać książkę do szkoły, a poza tym mam jeszcze napisać pół strony pracy domowej, a Ciebie nie będzie przez cały dzień i ja będę tęskniła…
- I smutek myśli, że tego wszystkiego jest tak dużo, że trudno będzie sobie z tym poradzić? - upewniła się mama – sprawdźmy w takim razie czy tak jest naprawdę. Ile stron zostało do przeczytania?
- Czterdzieści..
- I jak myślisz, jesteś w stanie przeczytać to jutro? Tak, żebyśmy wieczorem miały czas na zabawę?
- Tak, myślę, że dam radę – uśmiechnęła się Ania
– I wiesz co, mamusiu? – dodała po chwili - Smutek chyba poszedł spać…
- W takim razie Ty też idź już spać – odpowiedziała Mama – Dobranoc…
Rano Ania obudziła się wcześnie. Czytała książkę, kiedy Mama weszła do jej pokoju.
- O, widzę, że już się obudziłaś. A czy Twoje maluszki też już wstały? – zapytała Mama
- Myślę, że jeszcze śpią. Chociaż nie - Ania wsłuchała się w siebie - Radość już się obudziła
- W takim razie cieszę się, że to akurat ona obudziła się jako pierwsza – powiedziała Mama i przytuliła Anię :-)
https://rodzicesawazni.blogspot.com/2017/03/jak-pewna-ania-maa-uczuciami-sie.html?m=1&fbclid=IwAR2mPXYcbQlUSq3CLHQlXhAcxpWLee6EQ7-BLOZhSxKH_CGBCdH5n7_qZKc


zdj. z net - "W głowie się nie mieści"