Bajka terapeutyczno‑profilaktyczna „Technikoludek i tajemnica ciszy”
W przedszkolu Puchatkowo, w której ściany mieniły się kolorami jak ekrany komputerów, mieszkał niezwykły robot — Technikoludek. Był mały, błyszczący i bardzo ciekawy świata. Miał antenkę, która świeciła, gdy coś go zaciekawiło, oraz serduszko z mikroprocesorem, które potrafiło wyczuwać emocje dzieci.
Pewnego dnia Technikoludek wszedł do klasy, w której miał pomóc dzieciom w nauce. Ale zamiast spokojnych rozmów… usłyszał hałas tak wielki, że aż zadrżały jego śrubki.
Jedno dziecko krzyczało do kolegi, drugie śmiało się bardzo głośno, trzecie wołało panią, a czwarte tupało nogami. Technikoludek spróbował coś powiedzieć, ale jego głosik zginął w kakofonii dźwięków.
— Halo! Halo! Czy ktoś mnie słyszy? — zawołał.
Nikt.
Robot usiadł więc na dywanie i pomyślał: „Co by było, gdyby cały świat tak wyglądał? Gdyby każdy krzyczał, nikt nikogo by nie słyszał. A jeśli nikt nikogo nie słyszy… to jak można się zrozumieć?”
Wtedy do Technikoludka podeszła dziewczynka o imieniu Zosia. — Technikoludku, dlaczego wyglądasz na takiego zagubionego?
— Bo nie mogę Was usłyszeć. A Wy nie możecie usłyszeć mnie. W takim hałasie nic nie działa — ani mózg, ani serce, ani nawet mój mikroprocesor.
Zosia zamyśliła się. — To prawda… kiedy wszyscy krzyczą, robi mi się w środku tak… chaotycznie.
— Właśnie! — zawołał robot. — Hałas miesza emocje jak wirujący wentylator. Nie wiemy wtedy, czy jesteśmy smutni, czy źli, czy zmęczeni. A cisza pomaga nam to zauważyć.
Zosia podniosła rękę i poprosiła dzieci o chwilę uwagi. — Hej, wszyscy! Technikoludek chce nam coś powiedzieć!
Dzieci powoli ucichły. Robot wstał i jego antenka zaświeciła jasnym światłem.
— Cisza nie jest po to, żeby było nudno. Cisza jest po to, żebyśmy mogli się usłyszeć. Żeby nasze myśli mogły się poukładać. Żeby emocje mogły się uspokoić.
Dzieci patrzyły na niego zaciekawione.
— A teraz wyobraźcie sobie, że każdy krzyczy cały czas. — Nie da się! — zawołał Jaś. — Bolałyby uszy! — dodała Maja. — I głowa! — krzyknął Kuba. — I serce też… — szepnęła Zosia.
Technikoludek skinął główką. — Właśnie. Hałas sprawia, że czujemy się zmęczeni, zdenerwowani, a czasem nawet smutni. A cisza jest jak miękki kocyk dla naszego mózgu. Pomaga nam myśleć, uczyć się i czuć się bezpiecznie.
Dzieci zaczęły szeptać między sobą. — To może spróbujemy? — zaproponowała pani nauczycielka.
I wtedy stało się coś niezwykłego. Dzieci na chwilę zamilkły. Cisza była delikatna, miękka, przyjemna. Technikoludek poczuł, jak jego serduszko‑procesor świeci spokojnym, ciepłym światłem.
— Widzicie? — powiedział cicho. — W ciszy możemy usłyszeć siebie nawzajem. A kiedy się słyszymy, możemy się zrozumieć.
Od tego dnia w grupie pojawiła się nowa zasada: „Cisza jest naszym sprzymierzeńcem — pomaga nam uczyć się, czuć i być razem.”
A Technikoludek został Strażnikiem Ciszy — nie po to, by uciszać dzieci, ale by przypominać im, że cisza to miejsce, w którym serce i myśli mogą odpocząć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz