Bajka terapeutyczna o Technikoludku Robociku
W pewnym kolorowym miasteczku, gdzie domy świeciły, jak piksele na ekranie, mieszkał mały robot o imieniu Technikoludek. Miał srebrne rączki, miękkie światełka zamiast oczu i serduszko zbudowane z najdelikatniejszego światłowodu. Choć wyglądał jak maszyna, w środku czuł… coś dziwnego. Coś, czego nie potrafił nazwać.
Pewnego dnia Technikoludek podszedł do dziewczynki o imieniu Lila, która siedziała na ławce ze spuszczoną głową.
— Dlaczego Twoje światła są takie przygaszone? — zapytał robot, bo tak właśnie widział ludzkie emocje: jak kolory.
— To nie światła… to smutek — odpowiedziała Lila. — Pokłóciłam się z przyjaciółką.
— Najpierw trzeba zauważyć, co się czuje — powiedziała dziewczynka. — Potem można o tym porozmawiać. Albo przytulić się do kogoś. Albo pooddychać. Albo pobyć chwilę samemu.
Następnego dnia robot spotkał chłopca, który tupał nogami i krzyczał.
— Widzę czerwone światła! — zawołał Technikoludek. — To chyba złość?
— Tak! — krzyknął chłopiec. — Bo gra mi się zawiesiła!
— Złość jest okej — powiedział robot. — Ale co możesz zrobić, żeby nie wybuchnąć jak przegrzany procesor?
— Świetny pomysł! — pochwalił go Technikoludek.
— Chyba też coś czuję… — szepnął.
emocje są ważne,
każdą można nazwać,
z każdą można sobie poradzić,
a świat offline jest pełen uczuć, których nie da się znaleźć w internecie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz